Dzisiaj przeczytałam informację,iż rząd Chin wydał dekret wprowadzający obowiązkową opiekę i nakaz odwiedzania rodzicow i starszych członkow rodziny,sprawowany przez młodszych członków rodziny.Za uchylanie się od tego obowiązku przewidziano nawet dotkliwe kary. Nam taki nakaz może się wydawać kuriozalny,dziwny. W Chinach od kilkudziesięciu lat prowadzono politykę ograniczania przyrostu naturalnego.Rodziny mają przeważnie po jednym dziecku. Społeczenstwo chinskie bardzo szybko się starzeje.tak zresztą jak u nas. Kto zatem ma zajmować sie starszymi członkami rodzin? Czy te biedne jedynaki ,zabiegane,zapracowane dadza radę?Myślę,ze na pewno nie.Gdy jest więcej rodzeństwa w rodzinie można,się jakoś tą opieką podzielić.Ja sama pamiętam rodzinę mej cioci,która opieką nad starszą matką,dzieliła się sprawiedliwie/po miesiącu u każdego/a ,że było ich pięcioro dali radę. Kiedyś kiedy istnialy wielopokoleniowe rodziny,wygladało to zupełnie inaczej. Naturalną rzeczą było,ze był w domu starzyk i starka.Na Slasku Oma i Opa.Oni mieli pod swoją opieką wszystkie swoje dzieci .Najczęsciej mieszkali w jednym domu,albo na tej samej ulicy.Tak to wygladało u mnie.Cała ulica w Rydułtowach w moim rodzinnym miasteczku zamieszkiwana była przez ciotki,wujkow,pociotków,kuzynki i kuzynów.Wszyscy o wszystkich wszystko wiedzieli.Razem żyli,kochali się,kłocili i płakali kiedy wydarzyło się coś złego. Czasem co prawda było to męczace,ale bezpieczenstwo mieliśmy zagwarantowane. W tej chwili są,rodziny gdzie opieka nad starszymi członkami rodziny,jest sprawowana należycie. I poki co nasze panstwo nie musi się uciekać do tak drastycznego nakazu jak w Chinach. Ale są też u nas rodziny,gdzieo innych członkach rodziny pamięta się tylko okazjonalnie.Od rodzinnego spotkania /wesela pogrzebu czy chrzcin/a,i to nie zawsze.Jeśli nie daj Boże ktoremuś,z członków rodziny powinie się noga,i ma problemy,to najlepiej zaprzestać się nim interesować. Bo przecież jestesmy tacy zalatani,zapracowani.Sama znam taki przypadek młodego człowieka ktorego po śmierci rodziców,rodzenstwo pozostawiło zupelnie bez opieki. I kiedy doszło do tego najgorszego,zaczęli ronić krokodyle łzy,i bardzo chętnie zajęli się spadkiem po nim. Tak to niestety jest.Są osoby dla których rodzina nie stanowi,żadnej wartości w samej sobie.Potrafią się całymi miesiącami nie interesować sobą wzajemnie. Owszem,czasami jak ich zaproszą to się zjawią.Na bardzo krotko ,bo już coś tam na nich czeka.Upadek więzi rodzinnych jak z tego wynika,jest bardzo silny,i nie wiem ale,może będzie trzeba tak drastycznych środkow użyć jak w Chinach.Kiedyś ważną sprawą była instytucja matki chrzestnej i ojca chrzestnego.Dawniej zwracano uwagę aby,był to jeden z młodszych członków rodziny,wtedy niejako wymuszona była przynależność do rodziny.Teraz kiedy względy merkantylne biorą górę,mogą chrzestnymi być ci znajomi z kasa lub z ukladami ktorzy aktualnie,z rodzicami prowadzą interesy.Kiedy interesy się skonczą oni nawet się nie będą znali. Swoje stwiedzenie w tej sprawie opieram na obserwacjach które w swoim już dosc długim zyciu poczyniłam. Aby tak całkiem pesymistycznie tej notki nie zakończyć proszę.Kochajcie swoich „starszakow” bo ani się obejrzycie a też zostaniecie „starszakami”……cdn.Hala..