Przejdź do treści

Mała radość,-czy napewno?

Po kilku dniach ,kiedy już byliśmy zmęczeni problemami z podrzutkami wreszcie coś pozytywnego.Kotek porzucony pod naszym domem którego wzieliśmy do domu ma się dobrze.Jest bardzo kontaktowy ,taki malutki mądrala.Od razu wiedział jak należy korzystać z kuwety.Je bardzo ładnie.Bawi się chetnie,piłeczkami,w zajączki .I bardzo lubi jedną podusię i fotel w moim pokoju.Kłopot jednak wielki byl z tym drugim podrzuconym kotkiem.Tak bardzo płakał siedząc na drzewie ,że serce krwawiło.Nie można było otworzyć okna,bo przerażający płacz był wielki.Po południu mój mąż,wyszedł zrezygnowany z domu-nie wiedział co robić.Wtedy kolo kotka ktory jakoś zszedł z drzewa,spotkał 3 panie z Ukrainy które w pobliżu naszej ulicy chyba pracuja.Opowiedział im całą historię kotka.Jedna z pań wzięla go na ręce,a on się ufnie przytulił.Powiedziały ,że chyba mu znajdą dobry dom.Trzeba wierzyć,że tak będzie.Ja wreszcie przestałam płakać i zażywać tabletki uspokajające.Nie ma jednak pelnego spokoju -nasza Pusia przeżywa w dalszym ciagu wielki stres.Nie ,chce zaakceptować małego kotka.Nie ,wiemy co będzie dalej.Martwi mnie to bardzo.Pusia ucieka z domu.Dzisiaj wrociła do domu i szukała go po pokojach a on sobie spał w łóżku.Już myślałam,że się zakolegują.Ale nic z tego,oboje się na siebie puszą.Panie,ktore zlitowały się nad tym drugim podrzutkiem bardzo nas  podniosły na duchu.Chciało mi się zaśpiewać piosenkę  la.la świat nie jest taki zły…………I o to by było na dzisiaj wszystko.Szczegolnie pozdrawiam moich czytelników z Bramek.Szkoda tylko ,że to panie z Ukrainy pomogły.Ale pozytywne jest to ,ze zawsze mamy na kogo liczyć…………….cdn.Hala…

✍️ Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *