Po wczorajszym horrorze z piecem do ogrzewania domu dochodzimy do siebie.Bylo bardzo nerwowo.Mroz coraz wiekszy,piec wylaczony.Nie bylo nam za wesolo.Pan ktory mial sie ta awaria zajac,nie mogl sobie poradzic z iloscia zlecen na naprawy.Powiedzial ze sie postara ,ale gwarancji na to ze zdazy jeszcze w dniu wczorajszym nie dawal.Jednak sie udalo i o godz.19-tej piec zostal ponownie wlaczony i po kilku godzinach rozkoszne ciepelko nas utulilo do snu.Dzisiaj o godz.10-tej wpadla do nas corka z alarmem aby”general” poszedl do naszego sasiada.Miala od niego telefon ze cos sie dzieje z jego synem i juz wezwala pogotowie ratunkowe.”General” poszedl a za nim przyjechalo pogotowie.Okazalo sie ze syn Pana W. juz nie zyje.Po chwili przyjechala policja.Nie wiem kto ja wzywal ,chyba ci z pogotowia?.Niedlugo potem,zjawili sie synowie,ktorzy raczej nigdy nie odwiedzali swego dziadka.Ale jest majatek wiec trzeba trzymac reke na pulsie.Tak to juz jest .Do pomocy nie bylo nikogo.Dziadek sam borykal sie z uciazliwym synem.Zaistniala jednak ewentualnosc spadku i cala rodzina zostala postawiona na bacznosc.W taj chwili a,jest godz.15 ta kilka samochodow parkuje pod brama domu Pana W.Bardzo mi zal bylo syna Pana W.byl to bardzo skadinad fajny czlowiek uczynny,pracowity /oczywiscie kiedy Pani Wodka na chwile mu odpuscila/bardzo sympatyczny,zlota raczka.Nie wiadomo jaka byla przyczyna jego odejscia,ale bardzo szkoda ze tak sie to skonczylo.Dlugo bede pamietac ten dzien 3 luty 2012.Jakos tak rok po roku ktos na tej naszej Bajecznej nas zegna…………cdn.Hala