Byc moze za czesto wracam do wspomnien.Jest to chyba troche dla tego ze w moim zyciu nie dzieje sie za wiele ciekawego,godnego uwagi.Dzien za dniem uplywa wg.utartego schematu.Co tu duzo mowic jestesmy z mezem juz „starsi panstwo”Zero podrozy,zero nieoczekiwanych zdarzen ,poprostu nuda.Dzisiaj jednak postanowilam przyjrzec sie wczesnym latom piecdziesiatych ub.wieku i dawalam tytul swemu postowi:jak dawali rade………Wlasnie,jak to bylo?Ja poszlam do pierwszej klasy w 1945 roku mialam wtedy skonczone 6 lat.Umialam juz czytac,nudzilam sie w domu wiec wyslali mnie do szkoly..Co pamietam tak dobrze jak dzis?.No „tyta” taki rog obfitosci z slodyczami ktory dostaje kazdy pierwszoklasista na Slasku.Zauwazcie ze bylo to krotko po wojnie.Jak oni zdazyli o tym pamietac i to przygotowac.Szkola pachniala czystoscia byla odnowiona.Wszystko przygotowane na powitanie uczniow.Wtedy byl taki schemat nauki.Klasy od 1-7 szkola podstawowa.Potem egzamin i przyjecie do klasy 8 a w 9 tej byla mala matura/tez egzamin.Potem klasa 10 i 11 ta.i duza matura..Od Klasy 5-tej uczylismy sie jezyka rosyjskiego.Dobrze nas uczyli bo jeszcze dzis pamietam bardzo duzo wierszy w jezyku rosyjskim.Zapoznawano nas dobrze z wielka literatura rosyjska i poezja.Uczylismy sie takze laciny.Tez jeszcze pamietam wiele z Aurea etas .to byl podrecznik do laciny.Byl tez jezyk angielski i kto sie przykladal to dobrze go poznal.I jakos temu biednemu panstwu po wojnie na to starczalo pieniedzy.Kazdego roku szkolnego byly co najmniej dwie wycieczki krajoznawcze.Wszyscy jechali i dzieci z rodzin biednych i zamozniejszych.Kiedy teraz widze zdjecia z wycieczek na forum klasy na NK to raduje mi sie serce i jednoczesnie sie zastanawiam-jak dawali rade.W szkole odbywaly sie ciagle jakies zawody sportowe.Nasi koledzy z klasy byli wybitnymi sportowcami.Pozniej studentami AWF.Kiedy w Katowicach powstal Palac Mlodziezy bylismy tam z naszymi klasami czestymi goscmi.Uczestniczylismy w roznych festiwalachi imprezach.Pamietam kiedy wysiadajac z pociagu w Katowicach z cala klasa zareagowalam na nazwe stacji ktora wolal konduktor Stalinogrod.Ja podbieglam i krzyknelam”Jaki to Stalinogrod przeciez to Katowice”A konduktor dobiegl do mnie i mnie uderzyl w twarz.Jakis bardzo gorliwy to byl czlowiek.Ja juz mu wybaczylam,nie wiedzial co czyni.Nasi pedagodzy wspaniale dbali zebysmy harmonijnie rozwijali nasza wrazliwosc na piekno i kulture.Jak bardzo pasjonowalismy sie konkursem Chopinowskim.Ja mialam w domu dobry aparat radiowy Tesle .Ile my godzin spedzalysmy na sluchaniu muzyki.Wtedy zwyciezca konkursu byl Polak Adam Harasiewicz.Wszystkie sie w nim kochalysmy byl naszym jakby to teraz mowili „idolem”.Z naszego miasteczka wtedy tez rozpoczela swoja wielka kariere Lidia Grychtolowna.W kinie Wawel byly czesto jej koncerty dla uczniow.I zadnych biletow wszyscy mogli uczestniczyc w roznych imprezach za friko.Jak dawali rade.Bylismy wszyscy jednakowo nie zamozni.Moze byly jakies jednostki bardziej zamozne,ale my tego nie odczuwalismy wcale.Nosilismy mundurki ,bo chcielismy.Przymusu nie bylo /widac to na zdjeciach klasowych.Ale berety byly obowiazkowe.Ci ktorzy wczesniej przyszli do szkoly wyrzucali przez okno berety swoim kolegom i kolezankom bo wozny szkolny/wspanialy czlowiek/ sprawdzal te berety.Byl tez piekny szkolny chor.Mialysmy skromne ,ale bardzo ladne stroje.Uczono nas wszystkich polskich piesni patriotycznych,legionowych.Byly to podobno czasy straszne.Niestety ja nie moge przyznac racji tym wszystkim madralom wypowiadajacym sie na temat tego co dzialo sie w latach pwojennych.Mlodzi ludzie ktorzy chcieli sie uczyc mieli wiele mozliwosci.Mogli rozwijac swoje umiejetnosci artystyczne.Przyklad pierwszy z brzegu nasza kolezanka Marysia Walecki -solistka spiewajaca ONDRASZKA.Usia Porwol spiewajaca KARLIKA w Zespole Slask.Pilkarz Stanislaw Oslizlo,siatkarz repr.Polaki Olek Gediga.I ciagle wraca do mnie pytanie -jak dawali rade……….cdn.Hala