Niestety, z powodow zdrowotnych nie bylam w stanie uczestniczyc wczoraj w wydarzeniu do ktorego szykowalam sie juz kilka tygodni.Wielki festyn w Bramkach odbyl sie bez mego udzialu.Moja choroba ma to do siebie,ze atakuje mnie w najmniej odpowiednim momencie.I tak bylo wlasnie wczoraj.Poniewaz mieszkam nie tak daleko,wesole odglosy zabawy docieraly do mego domu.Bawiono sie jak przypuszczam znakomicie,Pewnie na stronie Bramki ukaze sie jakis fajny reportaz to bede mogla go sobie obejrzec.
Tak to czesto bywa ,ze zycie pisze wlasne scenariusze nie zawsze zgodne z naszymi oczekiwaniami.I jak to bywa w zyciu musimy z pokora przyjmowac to co nam zycie przynosi.Wczoraj kiedy nie moglam /mimo poteznej baterii lekow/nijak zasnac,wpadlam na genialny uwazam pomysl.Taki sobie obmyslilam konkretny plan.Jak bedzie on wygladal w realizacji, pokaze zycie.Ja jednak tu wszem i wobec,obiecuje,ze poki mi zycia starczy,bede starala sie go zrealizowac w 100%.Inspiracja do mego planu byla po1/sytuacja na weselu mego wnuka kiedy z bliskiej rodziny bylo nas raptem kilka osob po2/ sytuacja na naszej uroczystosci wreczenia nam medali za dlugoletnie pozycie malzenskie kiedy byla nas garstka na bardzo skromnej uroczystosci.
Postanowilam wiec na dzien 10 lipca 2013 lub w okolicy tego dnia zwolac rodzinne spotkanie calej ,blizszej i dalszej rodziny jaka sie jeszcze zachowala.Wtedy postanowilam/oczywiscie jak Bog da/odnowic przysiege malzenska w kosciele z moim mezem Michalem.Bedzie to 55-letnia- rocznica naszych zaslubin.Po prostu przygotujemy wesele gdzie ugoscimy cala nasza rodzine z strony mego meza Michala,i zmojej strony.Mam na mysli jak pobieznie przeliczylam okolo 60-70 osob.Oczywiscie bedzie to zalezalo od tego kto bedzie mogl przyjechac.Jako ,ze terminy na przygotowanie wesela nalezy zalatwiac duzo wczesniej stosowne przygotowania musimy zaczac duzo wczesniej,Czyli juz od zaraz.Mniemam ,ze mlodsza czesc rodziny czyli moji wnukowie chetnie mi w tym pomoga.Maz moj popukal sie odpowiednim gestem w czolo ,ale on tak zawsze -wielki sceptyk.Jak przychodzi co do czego jest bardzo zaangazowany i powaznie podchodzi do sprawy.Zreszta ,czego sie nie robi dla „ukochanej zony „z ktora sie „meczy „tyle lat.Z przyjezdna z daleka czescia rodziny mysle ,ze wielkich klopotow z noclegami nie bedzie.Nasz dom jest dosc duzy-zreszta to bedzie piekne gorace lato.Ja to wiem.Syna dom tez troche gosci pomiesci i mysle ,ze damy rade.Ciesze sie bardzo i jak sie uda to co sobie zamarzylam bede bardzo szczesliwa..Mamy w Polsce rodzine,w Bielsku Bialej,i w okolicach Gliwic.W Niemczech i na Ukrainie.Tak ze akurat jestesmy w srodku miedzy Wschodem i Zachodem.Czas juz najwyzszy zeby rodziny sie poznaly i pokochaly ,w co nie watpie wcale.Moze jestem szalona babcia ,troche fantastka,ale jedno wiem na pewno.Coz by to bylo za zycie gdyby nie marzenia i dazenie do nich.
Do Was moi mili czytelnicy mojego bloga mam tylko jedna prosbe ,ale bardzo wazna.Przy okazji modlitwy, /jesli nie wierzycie to przy innej okazji/wspomnijcie-aby mi sie powiodlo……………bede Wam za to bardzo wdzieczna…………….cdn.Hala